A może tak zmienię zdanie, bo namieszałem?
„Podpisać, czy nie podpisać?” – oto jest pytanie.. Zapewne takie pytanie zadawał sobie nasz pewien polityk wahając się przed podpisaniem jednego papierka – papierka, który może zaważyć na całej ludzkości. A podpiszę, co mi tam! Niech strajkują, pikietują palą racę czy wychodzą na ulicę, ja i tak mam ich w dupie. Co oni mi mogą zrobić?
A dzisiaj (właściwie wczoraj) – może jednak to głupi pomysł, że to podpisałem.. A co jak rzeczywiście wyjdą na ulicę, co jak obalą mnie i moich ministrów? A co jak zabiorą się potem za mnie? Jak wyjdzie na jaw to i owo? „Nie! Panowie, co z tego, że to podpisałem.. Zrobimy tak, wyprę się wszystkiego i zwalę na opozycję, jak zawsze.. Tym razem nie tylko udupię ich ale odzyskam poparcie”.. Ale czy na pewno?
A i tak wiemy jak będzie – prawda zawsze wychodzi na jaw. Prędzej czy później wyjdzie to i owo, więc i tak panie polityku my jako naród rozliczymy pana po swojemu… A poparcie? Raczej będzie pan szukać punktu podparcia;/
Oto jestem Stadionem Narodu polskiego!
Nasze nowe dziecko techniki się właśnie otwiera, a ja jak zwykle mam to w czterech literach. A to może dlatego, że wiem, że został on zbudowany tylko po to, by zrobić Platiniemu dobrze? A może dlatego, że po spełnieniu swej największej misji będzie spełniał kolejną – będzie sobie stał i komponował się z architekturą naszego miasta.
A poza tym co, wielkie koncerty, imprezy masowe na czterdzieści tysięcy ludzi, czy widowiska piłkarskie? No nie jestem taki pewny, gdyż sami urzędnicy (czy cholera wie ich tam kto) przedstawiając bilans egzystowania Stadionu Narodowego jakoś sami nie są przekonani do tego, że on się utrzyma na warszawskiej arenie. A (podpowiem tylko), że w ostateczności można tam będzie handlować jak dawniej;-)






